Moja opowieść

Nasze życie przypomina nieco podróż.
Taką, w której idziemy czasami bez celu, po omacku, kierowani chwilowym impulsem.
Lub w której zmierzamy przed siebie z mapą w ręku, szlakiem wytyczonym przez innych.

W tej podróży czasem się potykamy, upadamy, wstajemy i znów idziemy.
Każda droga czegoś nas uczy. Raz przybliża nas do siebie, a raz oddala.
Ale przychodzi w końcu moment refleksji, w którym czujemy,
że to, co kiedyś wydawało się słuszne, dziś już domaga się zmiany.

Nasze życie przypomina nieco podróż.
Taką, w której idziemy czasami bez celu, po omacku, kierowani chwilowym impulsem. Lub w której zmierzamy przed siebie z mapą w ręku, szlakiem wytyczonym przez innych.

W tej podróży czasem się potykamy, upadamy, wstajemy i znów idziemy. Każda droga czegoś nas uczy. Raz przybliża nas do siebie, a raz oddala. Ale przychodzi w końcu moment refleksji, w którym czujemy, że to, co kiedyś wydawało się słuszne, dziś już domaga się zmiany.

Mamy już dość chodu w poczuciu ciężaru – z niewygodnym bagażem,
 który gromadziliśmy przez większą część naszego życia.
 Chcemy go zrzucić
. Zostawić gdzieś w krzakach i odejść
o kilka kilogramów lżejsi.
 

Mamy też dość podążania za cudzymi wskazówkami.
Bo o ile od czasu do czasu przy drodze pojawiają się znaki,
tak
 żaden z nich nie gwarantuje, że poprowadzi nas do szczęścia. 
To tylko mity. Recepty dla naiwnych. Bo nie ma przecież jednej,
uniwersalnej drogi dla wszystkich.
  

Ja też chadzałam różnymi drogami. 
Z bagażem na plecach. W zagubieniu.
Czasem w presji. Czasem w panice. 
Bałam się, że pogubiłam się w drodze.
Że nadejdzie noc i pożrą mnie głodne wilki.
Ale tak się nie stało. 

Wciąż idę. Raz pewniejsza siebie, a raz mniej.
Wciąż jednak próbując wsłuchiwać się w swój wewnętrzny głos i wierząc,
że to on poprowadzi mnie najlepszą dla mnie drogą.
To on nadaje mi poczucie sensu i kierunku. To dzięki niemu,
nawet w gęstwinach, wiem, że odnajdę swoją drogę do domu.
 

Mamy już dość chodu w poczuciu ciężaru – z niewygodnym bagażem, który gromadziliśmy przez większą część naszego życia. Chcemy go zrzucić. Zostawić gdzieś w krzakach i odejść o kilka kilogramów lżejsi. 

Mamy też dość podążania za cudzymi wskazówkami. Bo o ile od czasu do czasu przy drodze pojawiają się znaki, tak żaden z nich nie gwarantuje, że poprowadzi nas do szczęścia. To tylko mity. Recepty dla naiwnych. Bo nie ma przecież jednej, uniwersalnej drogi dla wszystkich.  

Ja też chadzałam różnymi drogami. 
Z bagażem na plecach. W zagubieniu. Czasem w presji. Czasem w panice. Bałam się, że pogubiłam się w drodzeŻe nadejdzie noc i pożrą mnie głodne wilki. Ale tak się nie stało. 

Wciąż idę. Raz pewniejsza siebie, a raz mniej.
Wciąż jednak próbując wsłuchiwać się w swój wewnętrzny głos i wierząc, że to on poprowadzi mnie najlepszą dla mnie drogąTo on nadaje mi poczucie sensu i kierunku. To dzięki niemu, nawet w gęstwinach, wiem, że odnajdę swoją drogę do domu. 

Moja dotychczasowa podróż nauczyła mnie,
jak w momentach zagubienia być dla siebie opoką i wsparciem.
Jak poruszać się w procesie zmian. Nauczyła mnie zaufania do siebie
i do swojego wewnętrznego prowadzenia.

Czuję, że moją misją jest wnosić do świata szerszą perspektywę.
Odsłaniać prawdę. Dawać innym inspirację
 oraz nadzieję.

Dlatego dziś dzielę się swoim doświadczeniem i refleksjami na blogu.
A także zapraszam do spotkań i współprac, które mają na celu pomoc
w powrocie na własną ścieżkę
.

Jak człowiek siedzący na wzgórzu potrafię objąć wzrokiem krajobraz.
  Dostrzec momenty, w których ktoś traci kontakt ze sobą.
Dostrzec
bagaże, które na dalszą podróż nie są mu już potrzebne.

Nie wskazuję drogi. Nie mówię, którędy iść.
Pomagam nawiązać połączenie z tym, co już w nim jest.
By mógł odczuć samodzielnie, co nie jest jego ścieżką
albo co jest już tylko zbędnym ciężarem w podróży.

Moja dotychczasowa podróż nauczyła mnie, jak w momentach zagubienia być dla siebie opoką i wsparciem. Jak poruszać się w procesie zmian i przejść. Nauczyła mnie zaufania do siebie i do swojego wewnętrznego prowadzenia.

Czuję, że moją misją jest wnosić do świata szerszą perspektywę. Odsłaniać prawdę. Dawać innym inspirację oraz nadzieję.

Dlatego dziś dzielę się swoim doświadczeniem i refleksjami na blogu. A także zapraszam do spotkań i współprac, które mają na celu pomoc w powrocie na własną ścieżkę.

Jak człowiek siedzący na wzgórzu potrafię objąć wzrokiem krajobraz.  Dostrzec momenty, w których ktoś traci kontakt ze sobą. Dostrzec bagaże, które na dalszą podróż nie są mu już potrzebne.

Nie wskazuję drogi. Nie mówię, którędy iść.
Pomagam nawiązać połączenie z tym, co już w nim jest. By mógł odczuć samodzielnie, co nie jest jego ścieżką albo co jest już tylko zbędnym ciężarem w podróży.

Niekiedy droga prowadzi nas przez gęsty las.  Nie widać wtedy nic przed sobą. W takich momentach możesz znaleźć u mnie przypomnienie, że Twój wewnętrzny kompas nie zepsuł się. Że wciąż działa. A cel odsłoni się wtedy, gdy z wytrwałością i uważnością będziesz za nim podążać. 

I przyjdzie kiedyś w końcu taki moment, gdy i Ty wyjdziesz na szeroką dolinę. Odetchniesz wtedy z ulgą. Usiądziesz na zboczu skały i poczujesz do siebie głęboką wdzięczność
za zaufanie, 
za wytrwałość, 
za to, że się nie poddałeś. 

Niekiedy droga prowadzi nas przez gęsty las.  
Nie widać wtedy nic przed sobą. 
W takich momentach możesz znaleźć u mnie przypomnienie,
że Twój wewnętrzny kompas nie zepsuł się.
 
Że wciąż działa. 
A cel odsłoni się wtedy, gdy z wytrwałością i uważnością będziesz za nim podążać. 

I przyjdzie kiedyś w końcu taki moment, gdy i Ty wyjdziesz na szeroką dolinę.
Odetchniesz wtedy z ulgą.
Usiądziesz na zboczu skały i poczujesz do siebie głęboką wdzięczność
za zaufanie, 
za wytrwałość, 
za to, że się nie poddałeś. 

Bo od tego momentu – cokolwiek się wydarzy – będziesz już wiedzieć, kim jesteś oraz czym są wolność i lekkość w Twoim życiu.

To właśnie w tym odnajdziesz swój cel. Swoje bezpieczeństwo. Swój DOM.

Odnajdziesz go wtedy, gdy przestaniesz szukać na zewnątrz i skierujesz spojrzenie do wnętrza.

To właśnie w tym odnajdziesz swój cel. Swoje bezpieczeństwo. Swój DOM.

Odnajdziesz go wtedy, gdy przestaniesz szukać na zewnątrz
i skierujesz spojrzenie do wnętrza.

Więcej o mnie

Mimo upływu lat mam wrażenie, że jakaś część mnie nie starzeje się. Nadal lubię wygłupiać się, śmiać i huśtać na huśtawce.

Kocham lato – szczególnie wieczory z dźwiękiem cykad – oraz śródziemnomorską roślinność. Uwielbiam też góry, które są dla mnie jak dom. Kocham tańczyć. W młodości tańczyłam w hip-hopowej formacji tanecznej. Wrażliwość to moja supermoc, ale i wyzwanie, bo łatwo ulegam przebodźcowaniu. Dlatego cenię sobie pracę w domowym zaciszu, we własnym rytmie.

Kiedyś potrzebowałam dostępu do różnych rozrywek, dziś wystarcza mi spokój wsi. Marzę o domu z dostępem do udogodnień miasta, a jednocześnie w miejscu, gdzie można poczuć się jak na krańcu świata.

Jako nastolatka słuchałam rapu, pisałam teksty i wiersze – wróciłam do tego niedawno. Muzyka przynosi mi wenę. Słowo jest narzędziem, dzięki któremu swobodnie i bez ograniczeń mogę się wyrażać.

Fotografia również od zawsze była mi bliska. Obecnie brakuje mi przestrzeni, aby tą pasję rozwijać, ale mam nadzieję, że przyjdzie jeszcze na to czas.

Nie marzy mi się wielka kariera, rozpoznawalność, kilka luksusowych domów i nowoczesne auta. Marzę o życiu w harmonii, w zgodzie ze sobą i z autentycznymi relacjami.

Z faktów: